Wyszukaj na blogu
Kategorie blogu
Portret Mamy

Co słychać?

Po kilku tygodniach milczenia nareszcie mam chwilę, żeby wrócić do naszego bloga - tak go bardzo lubię i takie miałam wobec niego nadzieje i plany:).

Jednak sporo się ostatnio dzieje w naszej firmie, musieliśmy powiększyć nasz zespół, uatrakcyjniliśmy ofertę i na pisanie bloga nie zostało czasu.

Ruszyło nasze nowe forum - jestem z niego bardzo dumna, jest miłe, przytulne i pełne świetnych kobiet, z którymi szybko się zaprzyjaźniłyśmy.

Uczymy się nowego asortymentu - od paru miesiecy w naszym sklepie stoją genialne wózki X-lander - zabierałyśmy się do nich jak pies do jeża, ale teraz już składanie i rozkładanie opanowane mamy do perfekcji - mam nadzieję:) Patrzę na te wózeczki i aż chce się mieć do nich jakiś wkład:))

Jeszcze raz zapraszam chętne mamy do współredagowania naszego bloga - dzięki temu będzie dużo ciekawszy.

Będę wdzięczna za zgłoszenia - zarówno współredaktorek, jak również autorek już istniejących ciekawych blogów - chętnie umieszczę Wasze linki.

 

pozdrawiam Was bardzo bardzo serdecznie i dziękuję za wszystkie dotychczasowe maile, mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na większość z nich.

Agata


Dotarło do mnie, że jestem w ciąży. Ze zdumieniem odkrywam tajemniczy świat okołociążowych forów dyskusyjnych, gdzie nie zachodzi się w ciążę od seksu, tylko „zafasolkowuje od przytulanka”, nie wolno farbować włosów, malować paznokci, używać preparatów na celulit, a już najbardziej pożądane jest pójście na zwolnienie lekarskie zaraz po zrobieniu testu ciążowego. Za to ze wzruszeniem oglądam strony, na których mogę obejrzeć kolejne stadia rozwoju Farfocla (takie robocze miano zyskał bowiem nasz potomek).
Tak jak i przy pierwszej ciąży wszystkie powszechne objawy znam tylko z literatury. Nie omija mnie tylko ciągła senność i wilczy apetyt, który czasem chętnie zamieniłabym na wymioty. Szczęka mnie boli od ciągłego mielenia pożywienia, w wyobraźni widzę słoniopodobne monstrum, którym zapewne stanę się za kilka miesięcy. Nie potrzebuję za to wyobraźni, żeby dostrzec, że spodnie nie dopinają się na brzuchu! Przesiadam się na luźne spódnice i wspominam, jak przy pierwszej ciąży byłam płaska mniej więcej do 5. miesiąca.
Rodzina poinformowana. Rozczulają się, gratulują, cieszą się razem z nami. Starszy syn dość sceptycznie przyjął nowinę, ale trudno, żeby się widowiskowo cieszył z rewolucji w życiu :) Z czasem zaczyna nieco przychylniej podchodzić do tematu, a ja się cieszę, że nie zareagował tekstem „chyba wam odbiło!”. Oczywiście chce braciszka, ale chyba nie zrobi mu to większej różnicy – w końcu będzie między nimi różnica aż 13 lat. Ja po cichutku marzę o dziewczynce, ale z drugiej strony – na małych chłopcach troszkę bardziej się znam. Wieczorami marudzę „ale powiedz, co będzie, ale jak myślisz, ale co byś chciał, ale właściwie jak je nazwiemy?”. Kwestia imienia nie spędza mi snu z powiek – ja wiem, jak się nazywają moje dzieci, pozostaje tylko problem, jak subtelnie przekonać Ojca, że ono już się nazywa i jego ewentualny sprzeciw będzie bezskuteczny. Ewka przechodzi bez protestów, za to przy Antosiu pojawiają się jakieś wątpliwości. Że niby miał być Staś, że przecież sama mówiłam rok temu o małym Stasiu. Może i mówiłam, ale czy to tak trudno zrozumieć, że Staś miał być wtedy, a teraz to nie jest Staś, tylko Antek? Trochę jakby nie do końca rozumiał, ale w końcu przeszło. Antosiu, podziękuj mamie!
W pracy powiedziałam na razie 2 najbliższym współpracowniczkom. Trochę mi głupio, bo pracuję tu dopiero od 2 miesięcy, a tu taka niespodzianka. Cieszą się i nie pozwalają niczym przejmować. Stosuję się do ich zaleceń – mam wszystko w nosie, myślę tylko o mojej rodzinie. Wolny czas spędzam najchętniej na kanapie, z ręką na brzuchu, z błogim uśmiechem i wzrokiem utkwionym gdzieś w przestrzeń. I oczywiście z wybujałą wyobraźnią, która podsuwa różne przedziwne sytuacje. Bo chyba niekoniecznie na tym stadium macierzyństwa trzeba się zastanawiać, na jakie studia dziecko posłać?
Lekarz zleca wszystkie możliwe badania (no dobra, nie wszystkie, co to w końcu jest – głupie 7 probówek krwi), wychodzi na to, że nie jest ze mną tak źle. Jestem zdrowa, młodzież rośnie, a ja się pławię w stanie błogosławionym. Lubię być w ciąży.


Portret Mamy

Na naszym blogu otwieramy kategorię wpisów “Portret Mamy”.

W tej kategorii przedstawiać będziemy zapiski, dzienniki kobiet, mam, mieszkających w odległych od siebie krańcach Polski, żyjących kompletnie różnym życiem i różniących się pod wieloma innymi względami. Nas wszystkie łączy jednak macierzyństwo a te dzienniki to tylko dowód na to, jak wiele ma ono obliczy.

Zapraszam do śledzenia losów naszych bohaterek. Mam nadzieję, że odnajdziecie w nich odrobinkę siebie, uśmiechniecie się przy lekturze, a może podzielicie się z nami swoją historią.

Pozdrawiam:)

Agata


Od kilku dni noszę w torebce podręczny zestaw podpasek i tamponów. Zastanawiam się, czy jest sens jechać 200 km na babską imprezę, skoro i tak będę się kiepsko czuła z powodu okresu. No nic, jadę, ma być fajnie. W drodze przeprowadzam intensywne obliczenia, z których jednoznacznie wynika, że absolutnie nie mogę być w ciąży (zawsze byłam kiepska z matmy). W dodatku właśnie zmieniłam pracę. Nie, to nie jest dobry moment na ciążę.
Weekend mija pod znakiem brzucha podskakującego ze śmiechu i cytrynówki wjeżdżającej na stół w towarzystwie kilku butelek wina. Zżeram całą miskę sałatki brokułowej (później nazwanej „ciążową” przez uczestniczki spędu), ale w cytrynówce tylko maczam usta. Nie żeby coś – tak na wszelki wypadek.
Następnego dnia wracając z pracy zachodzę do apteki. Po aviomarin, bo starszy syn jedzie na szkolną wycieczkę. Na pytanie Pana Aptekarza „coś jeszcze?” z dzioba wyskakuje mi „test ciążowy poproszę”. Jak juz dał, to biorę, no trudno. Lecę do domu, a że stworzenie ze mnie niecierpliwe, od razu pakuję się z testem do łazienki. Jedna kwestia mi tylko umknęła – dzień był dość upalny, w pracy zabrakło mineralnej, jednym słowem – ilość materiału do badania była skąpa. Nawet się ta nieszczęsna kreska kontrolna nie chciała zabarwić. Psiocząc na własną niecierpliwość gotuję obiad, przygotowuję brokułową sałatkę (pyszotka) i wracam do łazienki włączyć pralkę. A tu na pralce leży wiadomy przyrząd. Kontrolna kreska, czerwoniutka aż miło, a obok niej panoszy się druga. Druga kreska. Druga kreska oznacza, że jestem w ciąży. JA jestem w ciąży. Będziemy mieli dziecko. Moje drugie, współspacza pierwsze. Nasze wspólne dziecko. Siadam na kanapie, gapię się na ten kawałek plastiku, chichram się jak głupek, płaczę i robię różne dziwne rzeczy. Biegnę do lustra obejrzeć brzuch. Świdruję go wzrokiem i po raz setny zastanawiam się nad cudem życia. Mały człowiek. We mnie. Kropeczka, która zmieni całe nasze życie.
Coś tam robię w domu, coś czytam, daję dziecku obiad po powrocie ze szkoły, czekam na powrót hmmmm no ni mniej, ni więcej, tylko ojca mojego dziecka. Otóż i on. Patrzę na niego i się w środku śmieję, wyobrażając sobie jego minę. Najpierw krótka przemowa „kochanie, mam dla ciebie prezent, taki na razie nieduży” (wczoraj miał imieniny). Oczywiście słyszę „ale nie trzeba było”. Potem słyszę tylko „O!”. A później to już tylko patrzy na mnie jak na ósmy cud świata, jak na pierwszą kobietę w ciąży na świecie, jak na Królową Matkę. A mnie się to bardzo podoba.
Wieczorem z lekka otumanieni leżymy w sypialni i zastanawiamy się, gdzie postawić łóżeczko. Jak powszechnie wiadomo, tę kwestię należy rozstrzygnąć na samym początku. Dobra nasza, łóżeczko stanie pod ścianą, łóżko się postawi w drugą stronę, komody upchnie pod oknem, za drzwiami zmieści się jeszcze jakiś wąski regał. Rozstrzygnąwszy fundamentalne kwestie, kładziemy się spać. Ha, akurat. Pół nocy leżę z ręką na brzuchu, bojąc się kichnąć, obrócić na drugi bok, nawet mocniej odetchnąć. Rano wstaję, czeka już na mnie kawa. Sio, kofeino, pora na zmianę przyzwyczajeń – nalewam sobie szklankę mleka. Wrzucam do torebki klucze, chusteczki, zapalniczkę… stop! Zapalniczka do kosza, papierosy do kosza, akcję „Zdrowe Dziecko” uważa się za rozpoczętą!


Tego nie da się kupić, ale w duchu zbliżających się Świat Bożego Narodzenia ofiarujemy Ci najcenniejsze prezenty: czas i spokój.

To właśnie zyskasz instalując na swoim komputrze współtworzony przez światowych specjalistów Baby Navigator.

Baby Navigator poprowadzi Cię krętymi korytarzami internetu, wprost do celu, bez zbytecznego wyszukiwania najbardziej potrzebnych stron.

Na Twoim ekranie w sposób dyskretny łatwo dostępne będą najważniejsze linki do stron informacyjnych, specjalistyczne porady, galerie zdjeciowe oraz co najważniejsze - akademie, takie jak internetowa szkoła rodzenia.

Codziennie, bez zaśmiecania Twojej skrzynki mailowej otrzymasz  inforamcje o nowinkach i promocjach wielu producentów artykułów dla kobiet i dzieci. I to na tyle dyskretnie, że nawet nie będziesz musiała podejmować decyzji, czy je usuwać, czy nie.

Możliwości Navigatora są praktycznie nieograniczone.

Serdecznie zachęcamy do instalacji - jeśli przestanie Ci się podobać, równie łatwo usuniesz lub ukryjesz swój Navigator.

WAŻNA INFORMACJA!

Pierwsze 15 osób, które zainstaluje Navigator i do poniedziałku, 15.12.2008 prześle nam sugestie i komentarze na jego temat, otrzyma koszulki z nadrukiem dla taty. Jest ich wiele w naszym asortymencie, wybór pozostawiamy Tobie:)  Wszelkie uwagi mile widziane:) Prosimy przesyłać je na adres info@mamadama.pl. Dziękuję!

Navigator zainstalujesz na stronie Rozrywka sklepu Mama Dama.

Oto link:

http://mamadama.pl/art/9

Pozdrawiam serdecznie

Agata


Jak niemal wszystkie tego typu sklepy na świecie, również Mama Dama powstała dzięki wyjątkowej inspiracji, narodzinom dziecka.

Moja córeczka urodziła się w 2002 roku i w tym samym roku powołałam do życia sklep Mama Dama. Miałam na świeżo w głowie wspomnienia moich szaleńczych wycieczek po sklepach w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów. Ubrania zawsze stanowiły dość poważną część moich zakupów, tymczasem wydawało się, że w ciąży będę chodzić albo nago, albo w różnego rodzaju workach pokutnych, aseksualnych tunikach, czy słoniowatych ogrodniczkach.

Gdy urodziła się Łucja rzeczywistość zetknęła mnie również z innymi problemami, które na całym cywilizowanym świecie rozwiązywane są za pomocą odpowiednich produktów.

W dzień zajmowałam się córką, w nocy przeszukiwałałm Internet i nie mogłam się nadziwić, jak bardzo różni się codzienność polskiej i np. amerykańskiej mamy. Zdałam sobie również sprawę, że nie ja jedna borykam się z takimi problemami, zamiast cieszyć się z bycia mamą.

Oczywiście los mógłby z nas zadrwić jeszcze okrutniej i pozbawić jednorazowych pieluch. Jak my wszystkie chciałam być najlepszą matką na świecie. I jak my wszystkie czasami przegrywałam, co mnie strasznie przygnębiało. Dziś wiem, że wszystkie stawiamy sobie poprzeczkę zdecydowanie za wysoko.

Wiem też, że wielu problemom można zaradzić w prosty sposób. Na bieżąco sprawdzam obecną ofertę, poszukuję nowinek i umieszczam je w naszym asortymencie. I coraz częściej powtarzam za moją mamą “szkoda że za moich czasów tego nie było”.

Odzież ciążowa jest teraz naprawdę piękna, odwzorowuje tradycyjną modę, tak więc kobieta w ciąży nie musi się bać, że odstaje od koleżanek.

Nasz asortyment oszczędza czas, nerwy a niejednokrotnie kręgosłup młodej mamy. Uwierzcie mi, mam za sobą  miesiące wynoszenia z sypialni wielce wygodne w noszeniu wanienki z wodą po kąpieli, czy też załatwienie mnóstwa różnych formalności z dzieckiem na biodrze. Dziś te problemy rozwiązują różnego rodzaju chusty do noszenia dzieci, wiaderko do kąpieli. Śmiało mogę ocenić, że tylko te dwa produkty usunęłyby z mego macierzyństwa conajmniej 30% niepotrzebnej frustracji i zmęczenia.

Cieszę się, że “załapałam się” chociaż na takie cudo jak kosmetyki Mustela dla dzieci z atopowym zapaleniem skóry, które są również w naszej ofercie, bo bez nich moje dziecko niepotrzebnie by cierpiało. Dzięki nim moja córkę miała i ma skórkę nawet gładszą niż jej równieśnicy, mimo że na AZS cierpi od niemowlęcych czasów.

Mogłabym wiele opowiadać o naszej ofercie, ale tak naprawdę historia sprowadza się do jednego: wiem, czego potrzebuje kobieta w ciąży i młoda mama i znajduję to dla niej. Cieszę się, bo znajduję coraz więcej a powodzenie sklepu Mama Dama pokazuje, że się nie mylę. Poznałam wiele wspaniałych kobiet, zawarłam wiele przyjaźni, udało mi się wielokrotnie naprawdę pomóc, ale nie ukrywam, że równie ważny był dla mie fakt, że rozwijając firmę, mogłabym cały czas z moją córką. Bo w głębi serca jestem po prostu przede wszystkim stuprocentową mamą. Jestem jedną z Klientek sklepu Mama Dama.

Zapraszam, czujcie się u mnie jak u siebie:)

Agata - Matka Założycielka


O Blogu
Witamy na blogu sklepu MamaDama.pl
Blog jest pisany przez Mamy i dla Mam.
Piszemy o ciąży, dzieciach, życiu, byciu matką i kobietą.
Napisz, jeśli chcesz do nas dołączyć!
info@mamadama.pl
Ważne linki
Ciekawe blogi
Copyright © 2008 Mamadama.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. | Oprogramowanie bloga: WordPress
realizacja i oprogramowanie: ergoshop.pl